Kończysz 50 lat i zaczyna się rewolucja. Dlaczego nikt nas o tym nie uprzedził?
Serio. Dlaczego nikt nam o tym wcześniej nie powiedział?
Ja chyba naprawdę myślałam, że na tym etapie życia człowiek ma już wszystko mniej więcej poukładane. Wie, kim jest, wie, czego chce. Trochę już przeżył, trochę zrozumiał, trochę się nauczył. Dzieci coraz bardziej żyją swoim życiem, Ty wreszcie masz mieć więcej czasu dla siebie i pojawia się taka naiwna myśl: no dobrze, teraz będzie już trochę spokojniej.
No więc… NIESPODZIANKA. 😂
Zamiast świętego spokoju zaczyna się rewolucja. I to na kilku frontach jednocześnie.
Najpierw ciało mówi: teraz ja tu rządzę
Najpierw ciało i hormony zaczynają zachowywać się tak, jakby odmówiły Ci posłuszeństwa. Patrzysz czasami w lustro i zastanawiasz się: Chwileczkę… kiedy TO się wydarzyło? Zmienia się ciało, sen, energia. Jednego dnia masz ochotę przenosić góry, a następnego samo wejście po schodach wydaje się przedsięwzięciem wymagającym wcześniejszego przygotowania.
I najśmieszniejsze jest to, że ja nadal chcę tak dużo. Mam pomysły, plany. Chcę pracować, tworzyć, podróżować, poznawać ludzi, zakochiwać się, uczyć nowych rzeczy, zaczynać od początku. W mojej głowie spokojnie mogłabym jeszcze podbić pół świata.
A ciało?
Ciało patrzy na wszystkie moje ambitne plany, wyciąga środkowy palec i mówi: „Nie, kochana. Teraz zrobimy tak, jak JA chcę.”
Czyli… prawie nic. 😂 Dzisiaj odpoczniemy. Jutro może też. A o 15:00 położymy się na chwilę i przez pół godziny będziemy patrzeć w sufit.
Bo dlaczego nie?
I wtedy zaczynasz podejrzewać, że w Twoim organizmie nastąpiła po prostu ZMIANA ZARZĄDU.
Przez lata to ja mówiłam swojemu ciału: dawaj, jeszcze trochę, jeszcze tylko to zrobię, jeszcze tam pojadę, jeszcze wytrzymam. Nie mam teraz czasu być zmęczona. I ono jakoś za mną szło.
Do czasu.
Teraz coraz częściej to ono mówi pierwsze: zwolnij, usiądź, wyśpij się, dzisiaj nie dam rady. I uczę się czegoś, co wcale nie przychodzi mi łatwo — słuchać go, zamiast z nim walczyć.
Może ono wcale nie próbuje mi zepsuć życia. Może po tylu latach po prostu domaga się, żebym wreszcie zaczęła traktować je jak część mnie, a nie jak maszynę, która ma realizować wszystkie pomysły mojej głowy.
Tylko że ciało to jeszcze pół biedy
Bo mniej więcej w tym samym czasie zaczyna zmieniać się coś znacznie większego.
Ja.
Zmienia się moje myślenie, moje wartości, potrzeby i granice. To, co jeszcze kilka lat temu wydawało mi się bardzo ważne, nagle potrafi kompletnie stracić znaczenie. Niektórzy ludzie przestają do mnie pasować. Na relacje zaczynam patrzeć inaczej. Zachowania, które kiedyś tolerowałam, zaczynają mnie uwierać.
Coraz trudniej udawać, że czegoś nie widzę. Coraz mniej chce mi się być miłą za wszelką cenę. I coraz częściej zamiast pytać: „Co oni sobie o mnie pomyślą?”, zaczynam pytać: „A co JA właściwie o tym myślę?”
I pojawiają się kolejne pytania. Po co utrzymuję tę znajomość? Po co próbuję komuś coś udowodnić? Dlaczego zgadzam się na rzeczy, których nie chcę? Dlaczego tak bardzo przejmuję się tym, że ktoś może być ze mnie niezadowolony?
A przede wszystkim: czy ja naprawdę jeszcze tego chcę, czy tylko przyzwyczaiłam się, że tak wygląda moje życie?
Upadają ideały
To jest chyba jedna z najbardziej zaskakujących części tej rewolucji.
Zaczynają upadać pewne wyobrażenia. O miłości. O związku. O rodzinie. O przyjaźni. O pracy. O szczęściu. O tym, jak powinno wyglądać „dobre życie”.
Czasami trzeba przyznać przed samą sobą, że coś, w co wierzyłyśmy przez pół życia, już wcale nie jest nasze.
A czasami upada coś jeszcze trudniejszego — wyobrażenie o nas samych.
Bo być może przez lata byłaś tą silną. Tą odpowiedzialną. Tą, która daje radę. Tą, która pomaga, pamięta o wszystkich i wszystko ogarnia.
A któregoś dnia pojawia się myśl:
Ja już nie chcę ciągle być tą silną.
I co wtedy?
Kim jestem, jeśli przestanę pełnić role, które pełniłam przez większość swojego życia?
Stara ja już trochę do mnie nie pasuje
Myślę, że właśnie dlatego ten czas potrafi być tak niewygodny.
Bo stara ja już trochę do mnie nie pasuje, a nowej jeszcze dobrze nie znam.
Jestem gdzieś pomiędzy.
I właśnie wtedy pomyślałam o gąsienicy zamkniętej w kokonie.
My lubimy historię o motylu. Jest piękna. Gąsienica wchodzi do kokonu, coś tam się wydarza, a później wychodzi piękny motyl. Skrzydła, wolność, nowy początek. Wszystko się zgadza.
Tylko zapominamy o jednym drobiazgu.
Gąsienica nie wie, że będzie motylem.
Nie siedzi przecież w kokonie i nie myśli: „Spokojnie, dziewczyno. Jeszcze chwilka i wychodzisz z tego ze skrzydłami.” 😂
Ona nie wie, co będzie dalej.
To, czym była, właśnie przestaje istnieć, a tego, czym będzie, jeszcze nie zna.
I pomyślałam sobie: a co, jeśli z nami jest podobnie?
A jeśli wcale nie mam wracać do dawnej siebie?
Kiedy zaczynamy się zmieniać, bardzo często chcemy wrócić.
Tęsknię za dawną energią, dawnym ciałem i dawną lekkością. Czasami po prostu chciałabym znowu być taka jak kiedyś. Tylko… a jeśli nie mam wracać?
Może wcale nie chodzi o odzyskanie kobiety, którą byłam. Może mam jej podziękować i pozwolić jej odejść.
Nie dlatego, że była zła. Wręcz przeciwnie.
Zrobiła kawał dobrej roboty.
Kochała, pracowała, wychowywała dzieci. Podejmowała dobre i złe decyzje, upadała i wstawała. Czasami pozwalała na zbyt wiele, za mało wierzyła w siebie albo kompletnie o sobie zapominała.
Ale doprowadziła mnie aż tutaj.
Może więc zamiast ciągle próbować być kobietą, którą byłam, mogę zacząć być ciekawa kobiety, którą właśnie się staję.
Może to nie kryzys
Nie chcę romantyzować tego etapu życia. Zmieniające się ciało nie zawsze mi się podoba. Brak energii potrafi wkurzyć. Hormony nie są żadną magiczną podróżą do oświecenia, podczas której przy dźwiękach mis tybetańskich odkrywamy sens istnienia. 😂
Czasami jesteśmy po prostu zmęczone, wkurzone albo zagubione. A czasami najchętniej poszłybyśmy spać.
Najlepiej właśnie o 15:00.
Ale coraz częściej myślę, że może nie wszystko, co się rozpada, trzeba natychmiast składać z powrotem.
Może niektóre rzeczy mają się rozpaść. Pewne role być może już spełniły swoje zadanie, z niektórymi ludźmi przyszedł czas się pożegnać, a część przekonań możemy wreszcie wyrzucić.
Może nasze ciało nie jest naszym wrogiem. Może po prostu zaczęło mówić tak głośno, że wreszcie nie możemy go ignorować.
A może ta cała rewolucja nie przyszła po to, żeby zabrać nam życie.
Może przyszła z jednym, cholernie ważnym pytaniem:
Jak Ty właściwie chcesz przeżyć jego następną część?
Nie wiem jeszcze, jaka będzie moja kolejna wersja. Nie wiem, co jeszcze przede mną. I chyba po raz pierwszy zaczynam rozumieć, że wcale nie muszę znać wszystkich odpowiedzi.
Mogę po prostu być ciekawa.
Może więc nie przechodzę kryzysu. Być może wcale się nie rozsypuję i nie muszę wracać do dawnej siebie.
Może jestem po prostu w kokonie. Przygotowuję się do nowego początku. Tylko jeszcze nie widzę swoich skrzydeł. 🦋
A Ty? Jeśli jesteś gdzieś w tej zmianie, jestem bardzo ciekawa Twojej historii.
Czy nadal próbujesz wrócić do dawnej siebie, czy zaczynasz już być ciekawa kobiety, którą się stajesz?
Justyna Domańska
Just Love Academy
Życie zaczyna się od pokochania siebie.