Przez większą część życia wierzyłam, że silna kobieta to taka, która zawsze daje sobie radę. Nieważne, jak bardzo jest zmęczona, ile ma na głowie i co dzieje się w jej własnym życiu. Wstaje rano, robi to, co trzeba, i następnego dnia robi to samo od nowa.
Dziś, jako kobieta po pięćdziesiątce, coraz częściej zadaję sobie pytanie, którego kiedyś nawet nie dopuszczałam do głosu: czy naprawdę muszę być zawsze silna?
Dzwoni telefon. Ktoś pyta: „Jak się masz?”. Za Tobą cały dzień, przed Tobą lista spraw na jutro. „Wszystko w porządku” – odpowiadasz, zanim zdążysz pomyśleć. Bo przecież co innego miałabyś powiedzieć? Że jesteś zmęczona? Że czasem masz ochotę zamknąć drzwi i przez chwilę nie być dla nikogo dostępna? Że nie zawsze wiesz, co robić dalej?
Z czasem „dam radę” przestaje być zwykłym zdaniem. Staje się sposobem na życie. Częścią tożsamości. Czasem nawet powodem do dumy.
I być może właśnie dlatego tak trudno nam przyznać, że nie zawsze dajemy radę.
Kiedy bycie silną staje się obowiązkiem
Nie ma nic złego w byciu silną. Siła pozwala przetrwać trudne chwile, podnieść się po porażce i zbudować życie od nowa. Dzięki niej podejmujemy trudne decyzje, stawiamy czoła zmianom i idziemy dalej, nawet kiedy droga wcale nie jest łatwa.
Problem zaczyna się wtedy, gdy siła przestaje być jedną z naszych możliwości, a staje się obowiązkiem.
Gdy nie wolno nam powiedzieć „mam dość”. Gdy prośba o pomoc brzmi jak przyznanie się do porażki. Gdy odpoczynek budzi poczucie winy, a własne potrzeby wciąż lądują na końcu listy.
Przez lata można tak funkcjonować, nawet nie zauważając, jak wysoką cenę się za to płaci. Przyzwyczajamy się do tego, że inni na nas polegają. Że jesteśmy tymi rozsądnymi, odpowiedzialnymi, zaradnymi. Tymi, które zawsze znajdą rozwiązanie.
A przecież za tą zaradnością często kryje się zwykłe ludzkie zmęczenie.
Ile razy powiedziałam „wszystko w porządku”, choć wcale tak nie było? Ile razy byłam silna nie dlatego, że chciałam, ale dlatego, że wydawało mi się, że muszę?
Dzisiaj coraz częściej zastanawiam się, ile w tej sile było mojego świadomego wyboru, a ile przekonania, że nie mam prawa zachować się inaczej.
Po pięćdziesiątce zaczynam zadawać inne pytania
Nie wiem, czy to kwestia wieku, doświadczeń, czy po prostu zmęczenia życiem według cudzych oczekiwań. Wiem jednak, że z biegiem lat pewne rzeczy zaczynają wyglądać inaczej.
Przez długi czas starałyśmy się sprostać oczekiwaniom. Być dobrymi matkami, partnerkami, pracownicami, córkami. Pamiętać o wszystkim, przewidywać potrzeby innych, rozwiązywać problemy, dbać o relacje. Tak mocno zajmowałyśmy się cudzym życiem, że własne potrzeby stawały się coraz mniej wyraźne.
A potem przychodzi moment, kiedy coś zaczyna uwierać.
Jesteśmy bardziej zmęczone. Mamy mniej cierpliwości. Coraz trudniej zgadzamy się na rzeczy, na które jeszcze niedawno zgadzałyśmy się bez zastanowienia. Zaczynamy dostrzegać, że niektóre obowiązki wzięłyśmy na siebie nie dlatego, że naprawdę tego chciałyśmy, ale dlatego, że tak było od zawsze.
I nagle pojawiają się pytania, których wcześniej sobie nie zadawałyśmy.
Czy świat się zawali, jeśli dziś czegoś nie zrobię? Czy ktoś przestanie mnie kochać, jeśli odmówię? Czy będę mniej wartościową kobietą, jeśli przyznam, że potrzebuję pomocy?
A może najbardziej niewygodne jest jeszcze inne pytanie: kim jestem, kiedy przestaję być tą, która zawsze daje radę?
Bo jeśli przez kilkadziesiąt lat mierzyłyśmy swoją wartość tym, ile potrafimy zrobić dla innych, trudno nagle uwierzyć, że jesteśmy wartościowe również wtedy, kiedy niczego nie udowadniamy.
A kto troszczy się o tę silną kobietę?
Silne kobiety często słyszą: „Ty sobie poradzisz”.
I rzeczywiście sobie radzą.
To do nich dzwoni się wtedy, gdy dzieje się coś trudnego. To one wysłuchują, pocieszają, szukają rozwiązań. Potrafią znaleźć siłę dla innych nawet wtedy, gdy same ledwo trzymają się na nogach.
Ale czy ktoś pyta je, jak naprawdę się czują? I czy one same potrafią na to pytanie szczerze odpowiedzieć?
Myślę, że czasami tak bardzo przyzwyczajamy otoczenie do swojej siły, że inni przestają dostrzegać nasze zmęczenie. Nie zawsze dlatego, że są obojętni. Być może po prostu nigdy nie pokazujemy im, że również potrzebujemy wsparcia.
A może same nie wiemy już, jak o nie poprosić.
Jedną z rzeczy, których nauczyłam się dzięki filozofii Louise Hay, jest uważniejsze przyglądanie się własnym przekonaniom. Tym zdaniom, które powtarzamy sobie przez lata, aż w końcu zaczynamy traktować je jak niepodważalną prawdę.
Jednym z takich zdań może być:
„Muszę być silna, bo inaczej sobie nie poradzę”.
A co, gdyby spróbować powiedzieć sobie coś innego?
„Mogę być silna, ale nie muszę być silna przez cały czas”.
Niby niewielka różnica. A jednak pierwsze zdanie nie zostawia nam wyboru. Drugie daje przestrzeń na zmęczenie, odpoczynek, łzy i proszenie o pomoc.
Nie chodzi przecież o to, żeby przestać być silną kobietą. Chodzi o to, żeby pozwolić sobie być również człowiekiem, który nie zawsze ma siłę.
Może prawdziwa siła wygląda inaczej?
Kiedyś kojarzyłam siłę przede wszystkim z wytrzymałością. Z tym, ile można udźwignąć, jak wiele znieść i jak szybko stanąć na nogi po kolejnym trudnym doświadczeniu.
Dziś widzę ją trochę inaczej.
Siłą bywa odwaga, żeby powiedzieć: „Nie dam rady zrobić tego sama”. Decyzja o zakończeniu relacji, w której od dawna nie czujemy się dobrze. Granica postawiona nawet wtedy, gdy komuś się nie spodoba.
Czasem siłą jest przyznanie, że coś nas boli. Pozwolenie sobie na łzy. Rezygnacja z kolejnego obowiązku. Zostanie w łóżku kwadrans dłużej bez układania w głowie listy rzeczy, które powinnyśmy już robić.
Przez lata uczono nas, że trzeba być dzielną, nie narzekać, zacisnąć zęby i iść dalej. Ale czy naprawdę każda trudność wymaga od nas kolejnego wysiłku?
Może czasami większej odwagi potrzeba do tego, żeby się zatrzymać.
Nie chodzi o to, by przestać odpowiadać za swoje życie. Chodzi o to, by nie mylić odpowiedzialności z koniecznością dźwigania wszystkiego w pojedynkę.
Można być odpowiedzialną i prosić o pomoc. Można kochać rodzinę i potrzebować czasu tylko dla siebie. Można być odważną i jednocześnie się bać.
Jedno nie wyklucza drugiego.
I chyba właśnie tego uczę się dzisiaj najbardziej: że nie muszę wybierać między byciem silną a byciem wrażliwą.
Mogę być jednym i drugim.
A gdybyś dzisiaj nie musiała niczego udowadniać?
Chciałabym zaproponować Ci małe zatrzymanie.
Nie kolejne zadanie do wykonania ani ćwiczenie, które trzeba zrobić prawidłowo. Po prostu chwilę szczerości ze sobą.
Przypomnij sobie ostatnią sytuację, w której bardzo potrzebowałaś wsparcia, ale o nie nie poprosiłaś.
Co Cię powstrzymało?
Strach przed odmową? Obawa, że ktoś uzna Cię za słabą? Przekonanie, że nie wolno Ci nikogo obciążać? A może przyzwyczajenie, że przecież zawsze radziłaś sobie sama?
Nie musisz od razu niczego zmieniać. Nie musisz podejmować wielkich decyzji ani obiecywać sobie, że od jutra wszystko będzie inaczej.
Czasami wystarczy zauważyć, jak surowo siebie traktujemy.
Możesz też spróbować powiedzieć do siebie:
„Nie muszę udowadniać swojej siły. Mam prawo odpocząć, poprosić o pomoc i zatroszczyć się o siebie”.
Jeśli te słowa brzmią obco, nie zmuszaj się, by od razu w nie uwierzyć.
Zastanów się raczej, dlaczego tak trudno dać sobie to samo zrozumienie, które tak łatwo okazujesz innym.
Bo przecież gdy bliska Ci kobieta mówi, że jest zmęczona, prawdopodobnie nie odpowiadasz jej, że powinna bardziej się postarać.
Dlaczego więc tak często właśnie tego wymagamy od siebie?
Nie chcę już być silna za wszelką cenę
Nie chcę spędzić kolejnych lat na udowadnianiu, ile potrafię wytrzymać. Nie chcę mierzyć swojej wartości liczbą odhaczonych obowiązków ani tym, jak dobrze radzę sobie z kolejnymi trudnościami.
Chcę nauczyć się zauważać te chwile, w których wybieram siebie. Kiedy odmawiam bez długiego tłumaczenia. Kiedy proszę o pomoc. Kiedy odpoczywam bez poczucia, że powinnam robić coś pożyteczniejszego.
Nie zawsze mi to wychodzi.
Przekonania, które towarzyszyły nam przez kilkadziesiąt lat, nie znikają po jednej przeczytanej książce czy nowej afirmacji. Czasami wracają właśnie wtedy, gdy jesteśmy najbardziej zmęczone. Kiedy życie stawia przed nami kolejne wyzwanie i automatycznie włącza się znajomy głos: „Weź się w garść. Musisz dać radę”.
Ale coraz częściej próbuję odpowiedzieć mu inaczej.
Nie muszę być dla siebie kolejną osobą, która czegoś ode mnie wymaga.
Mogę być tą, która wreszcie mnie wysłucha.
Bo miłość do siebie nie polega na byciu idealną. Nie oznacza, że zawsze będziemy spokojne, pewne siebie i zadowolone z własnych wyborów.
Dla mnie oznacza raczej budowanie takiej relacji ze sobą, w której nie trzeba bez końca zasługiwać na własną akceptację.
W której mogę popełnić błąd, zmienić zdanie, czegoś nie wiedzieć, nie mieć siły. I nie przestaję przez to być wartościowym człowiekiem.
Dzisiaj, kiedy patrzę na swoje życie z perspektywy ponad pięćdziesięciu lat, coraz wyraźniej widzę, że nie chcę już być kobietą, która zawsze wszystko wytrzymuje.
Chcę być kobietą, która potrafi również zatroszczyć się o siebie.
Wracam więc do pytania, od którego zaczęłam.
Czy naprawdę muszę być zawsze silna?
Nie. Nie muszę.
Mogę być silna wtedy, gdy tego potrzebuję. Mogę też być zmęczona, zagubiona, smutna i niepewna. Mogę nie znać wszystkich odpowiedzi.
I nadal jestem wartościową kobietą.
Może właśnie na tym polega jedna z najważniejszych zmian, jakie przychodzą z wiekiem. Nie na tym, że nagle wiemy wszystko o życiu, ale na tym, że powoli przestajemy wymagać od siebie rzeczy niemożliwych.
I zaczynamy dawać sobie prawo do bycia sobą.
A teraz pytanie do Ciebie…
W jakim obszarze swojego życia wciąż starasz się być silna, chociaż tak naprawdę jesteś już bardzo zmęczona?
Zatrzymaj się przy tym pytaniu na chwilę.
A jeśli masz ochotę, podziel się swoją refleksją w komentarzu. Być może Twoje słowa pomogą innej kobiecie poczuć, że nie jest sama.
A jeśli czujesz, że ten tekst jest również o Tobie…
Być może od dawna jesteś tą, która zawsze daje radę. Która troszczy się o wszystkich, ale coraz rzadziej pyta samą siebie, czego potrzebuje.
Jeśli chciałabyś przyjrzeć się temu bliżej, zapraszam Cię na indywidualne spotkanie. Porozmawiamy o przekonaniach, które przez lata kierowały Twoimi wyborami, i o tym, jak zacząć budować relację ze sobą opartą na większej życzliwości i zrozumieniu.
Poznaj moje sesje indywidualne →
Z miłością,
Justyna Domańska
Just Love Academy